środa, 6 stycznia 2016

Prolog

Zastanawialiście się kiedyś jak będzie wyglądać wasze życie, gdy świat się skończy? Pustki na ulicach (w pewnym sensie), a ludzie chowają się w domach aby przeżyć kolejny dzień. Seattle jak i reszta świata nie była już taka sama. Wybuchła epidemia, a wirus objął większą część świata przemieniając ludzi w potwory o których powstało tak wiele filmów. Codziennie ginęło kilkaset ludzi, zabijani przez wojsko lub przez krwiożercze potwory, zwanymi potocznie Zombie, Sztywnymi itp. W mieście nie było praktycznie żadnej żywej duszy, nie można było ufać nikomu. Ci, którzy przeżyli łączyli się w grupy i uciekali jak najdalej miasta szukając bezpieczniejszego miejsca. Tylko nie ona. Emma Golightly żyła w przekonaniu, że jej rodzina wróci do niej i wszystko się jakoś ułoży. Nie była przygotowana na taki koniec świata. Brakowało jej kontaktu z drugim człowiekiem, ale wiedziała, że jest zdana tylko na siebie. Swój dom opuszczała tylko raz dziennie, aby udać się po zapas jedzenia na następny dzień i tak codziennie. Nie potrafiła korzystać z broni. Taka umiejętność w pracy weterynarza nie była przydatna. Od epidemii minęły trzy miesiące, a ona nie spotkała na swojej drodze żadnego człowieka. Nie było pomocy od nikogo. Musiała nauczyć się zabijać, ale na swoim koncie miała tylko jednego Sztywnego. Była słaba. Tacy jak ona, nie przeżywali zbyt długo. Najgorsze w tym wszystkim było to, że miała taką świadomość. Wiedziała, że kiedyś umrze przez swój brak umiejętności i odwagi. Dzisiaj był z tych gorszych dni, gdy siedziała w mieszkaniu i przypominała sobie pierwszy dzień, gdy wszyscy których kochała zniknęli. Zostawili ją, nie mogła do dzisiaj znieść tej myśli.

Była godzina siedemnasta. Jak zwykle o tej porze Emma wracała z pracy, odebrała z uczelni młodszą siostrę i obie czekały teraz na Toby'ego pod jego biurem. Na ulicy zrobiło się niespokojnie i zapanował chaos. Ludzie krzyczeli i uciekali.
- Co się dzieje? - zapytała przestraszona Crystal i rozejrzała się dookoła. Odruchowo zacisnęła dłoń na nadgarstku siostry i zamknęła samochód.
- Sprawdźmy to. - zaproponowała Emma, rzucając w kierunku siostry przelotne spojrzenie. Wysiadła z samochodu mimo próśb siostry i przeszła parę kroków po chodniku. Zamieszanie na ulicy nie miało końca, a blondynka musiała cofnąć się do ściany budynku aby nie zostać stratowana. Przestraszony mężczyzna zatrzymał się przy Golightly i chwycił ją za ramiona, delikatnie nią potrząsając.
- Uciekaj, zanim będzie za późno! Oni są wszędzie! - brodaty i dosyć krępy mężczyzna ostrzegł blondynę, na co zareagowała zniesmaczonym spojrzeniem i próbowała wyrwać się z jego dosyć mocnego uścisku.
- Pali się? Terroryści? - zapytała, nie rozumiejąc i potrząsnęła głową na boki. W tej samej chwili zjawił się Toby, który nie wyglądał najlepiej. Na jego widok mężczyzna uciekł prosto przed siebie wraz z innymi ludźmi. Golightly chwycił swoją żoną za rękę i pociągnął ją w kierunku samochodu, ale wyrwała mu się.
- Co tu jest grane?! Dlaczego oni uciekają? - zapytała raz jeszcze, a w tej samej chwili wysiadła przestraszona Crystal. Każdy patrzył na siebie w napięciu, a Emma za wszelką cenę chciała wiedzieć o co chodzi, bo inaczej nie ruszyłaby się z miejsca.
- Ludzie zjadają ludzi, to się dzieje. Widziałem z okna. To jest.. Nie do opisania. Wojsko robi wszystko co w ich mocy. Zabijają wszystkich. Musimy uciekać! - ponaglił ją Toby, a cała trójka wsiadła do samochodu. Blondynka trzęsła się ze strachu i wsiadła do samochodu, przedzierali się przez tłum ludzi, co chwilę zerkała w boczne lusterko i nie mogła znieść widoku krzyczących ludzi. Ciągle miała w głowie myśl, że to już koniec i może tego nie przeżyć. Za wszelką cenę starała się skupić na drodze, a zabici ludzie podnosili się z drogi i rzucali się w kierunku uciekających ludzi.
- Co to kurwa jest?! - rzuciła przerażona Crystal, równie wstrząśnięta co jej starsza siostra. Jedynie Toby zachowywał zimną krew i nie okazywał żadnych emocji. Odzywał się tylko po to, aby ponaglić Emmę żeby jechała szybciej. Wszystko byłoby na swoim miejscu, gdyby nie stojąca na drodze kobieta, która właściwie nie była już człowiekiem. Blondynka starała się ją ominąć, ale przez trzęsące się dłonie straciła panowanie nad samochodem i wjechała w drzewo. Cała trójka straciła przytomność. Pierwszy obudził się Toby, a niedługo po nim Crystal, która była zakrwawiona i dość poturbowana. Jedynie Emma nie dawała znaków życia.
- Czy ona.. Ona nie żyje? - Crystal rzuciła w kierunku Toby'ego krótkie spojrzenie, a głos przez cały czas jej drżał. Próbowała ocucić siostrę, ale na nic. Zaniosła się płaczem, a Golightly próbował znaleźć wyjście z całej sytuacji.
- Crystal, posłuchaj. Musisz być silna. Być może Emma nie żyje. Zrozum, że musimy przeżyć. Musimy stąd uciekać zanim nas dorwą. - odpowiedział twardo Toby, który nie zamierzał się poddawać. Nachylił się do przodu i spojrzał na starszą Lancaster, która miała opartą głowę o kierownicę i nie zanosiło się na to, żeby miała się ocknąć.
- Czy ty zwariowałeś?! Mam zostawić swoją siostrę tak po prostu?! A jeśli żyje? Myśl trochę! - młodsza Lancaster nie wyglądała najlepiej i miała ochotę spuścić manto mężowi swojej siostry, który najwyraźniej miał gdzieś stan małżonki.
- Myślę o przetrwaniu! A im dłużej tu siedzimy, to tym bardziej jesteśmy narażeni! Rusz się w końcu! Musimy uciekać! - ponaglał Crystal, która najwyraźniej nie miała ochoty się stąd ruszać dopóki Emma nie da znaku życia. Po długich namowach ze strony szwagra zgodziła się uciec. Oboje zabezpieczyli samochód na wszystkie możliwe sposoby i uciekli jak najdalej. W tamtej chwili nikt nie myślał o swoich bliskich. Należało ratować własny tyłek.


Emma do tej pory nie mogła sobie przypomnieć jak się uratowała, a raczej ktoś to zrobił. Musiała z kimś rozmawiać, skoro znajdowała się we własnym mieszkaniu zamknięta jak szczur. Okna pozabijane były deskami, a przez cały czas miała zapalone świeczki, bo w całym domu panowały egipskie ciemności. Nie była gotowa na wyjście z domu wieczorem, wtedy byłaby bardziej narażona na śmierć. Cisza, która panowała w całym domu została przerwana przez otwierające się drzwi, a Emma odskoczyła jak przerażona do ściany i chwyciła za kij baseballowy, z którym nie rozstawała się ani na moment. Zacisnęła na nim dłonie i przymknęła powieki modląc się, aby nie był to Sztywny. Odetchnęła głęboko, a gdy kroki stawały się coraz bardziej słyszalne rzuciła się w kierunku drzwi i w ostatniej chwili odrzuciła kij na podłogę. Człowiek. Żywy człowiek. Przytknęła dłonie do ust nie będąc w stanie wypowiedzieć żadnego słowa.
- Hej, hej! Uratowałam ci życie, nie pamiętasz? Musimy uciekać. - odezwała się brunetka unosząc ręce do góry w geście poddania, a Emma nie potrafiła wydusić z siebie żadnego słowa.


__________
Początek, jak początek. Słabo wyszedł, bo dawno nie pisałam, może kolejny rozdział wyjdzie mi o wiele lepiej. Mam nadzieję, że nie zraziłam was na początek swoimi wypocinami. Do napisania już niedługo! :)

Obserwatorzy

Layout by Yassmine